Remedium Tom 0
(8) Sprawdź recenzje

Remedium Tom 0

Liczba stron: 432
Wydawca: Feeria
ISBN: 9788372295576
Oprawa: Miękka
Format: 14.5x20.5cm
Czas wysyłki: 24h
25,95 zł
39,90 zł
35% rabatu
Opis:

Czy można wcielać się w różne postaci, nie tracąc swojej własnej tożsamości?
W świecie przed Programem… 
Siedemnastoletnia Quinlan McKee ma niezwykły dar i od lat z powodzeniem go wykorzystuje – niesie pocieszenie rodzinom zmarłych nastolatków. Pomaga krewnym przetrwać żałobę, wchodząc na pewien czas w rolę tych, którzy niedawno odeszli. Nosi ubrania i fryzury zmarłych, a obejrzawszy filmy i zdjęcia z ich udziałem, przejmuje ich zachowania. Czasem nawet zdarza jej się mylić swoją własną przeszłość z losami tych, których role odgrywa. Jest tylko jeden warunek: nie wolno jej się angażować emocjonalnie. 
Choć doskonale wie, że jest to surowo zabronione, to od kiedy stała się Cataliną Barnes, między nią a chłopakiem zmarłej dziewczyny zaczyna rodzić się więź. A to dopiero początek trudności. Bo gdy Quinlan poznaje prawdę o śmierci Cataliny, komplikacji przybywa. Ponieważ ta śmierć mogła nastąpić w wyniku epidemii…

Recenzje:
autor: strefaczytacza.pl
Remedium Suzanne Young wpadło mi w ręce akurat w chwili, kiedy głębia mej czytaczowej persony liczyła na coś świeżego i oryginalnego. Nie, żeby inne książki, które czytam takie nie były, ale tym razem chciałem poczuć coś zupełnie nowego. Nowy smak i aromat. O taak – moje wymagania w stosunku do Remedium były z góry wygórowane! Czy książka, która jest zaledwie dodatkiem do serii, tomem zerowym, ma szansę podbić moje wymagające serduszko i orzeźwić mnie świeżuchnym powiewem nowości? Czy można wcielać się w różne postaci, nie tracąc swojej własnej tożsamości? W świecie przed Programem… Siedemnastoletnia Quinlan McKee ma niezwykły dar i od lat z powodzeniem go wykorzystuje – niesie pocieszenie rodzinom zmarłych nastolatków. Pomaga krewnym przetrwać żałobę, wchodząc na pewien czas w rolę tych, którzy niedawno odeszli. Nosi ubrania i fryzury zmarłych, a obejrzawszy filmy i zdjęcia z ich udziałem, przejmuje ich zachowania. Czasem nawet zdarza jej się mylić swoją własną przeszłość z losami tych, których role odgrywa. Jest tylko jeden warunek: nie wolno jej się angażować emocjonalnie. Choć doskonale wie, że jest to surowo zabronione, to od kiedy stała się Cataliną Barnes, między nią a chłopakiem zmarłej dziewczyny zaczyna rodzić się więź. A to dopiero początek trudności. Bo gdy Quinlan poznaje prawdę o śmierci Cataliny, komplikacji przybywa. Ponieważ ta śmierć mogła nastąpić w wyniku epidemii… Sięgnąłem po tę książkę ze względu na jej autorkę. A właściwie ze względu na to, że gdzieś mi się po mrocznych czeluściach umysłu obijało jej nazwisko. Poza tym, kto jeśli nie Young, miałby pisać powieści Young Adult? Tak, wiem. Marne uzasadnienie. Znowu wybierałem w ciemno kierując się intuicją, której jako facet rzekomo nie posiadam. I wierzcie mi lub nie, ale to był istny strzał w dziesiątkę! Przede wszystkim Remedium nie brzmi jak dodatek. To dopracowana w każdym szczególe powieść poruszająca nietuzinkowy temat – godzenie się ze stratą bliskiej osoby. Niby nic szczególnego, zwłaszcza że wszyscy jesteśmy na to skazani, niemniej pomysł terapii polegającej na tym, że osoba trzecia wciela się w postać zmarłej i odgrywa jej rolę przed bliskimi, by ci mogli się pogodzić z jej odejściem, jest czymś bardzo nowatorskim. I kontrowersyjnym. Początkowo uważałem, że to naciągane. Kto by uwierzył w taką maskaradę? Remedium jest przygotowane na sceptyczne podejście. I wyjaśnia złożony problem w bardzo logiczny i przemawiający do rozumu sposób. Szybko zaakceptowałem tę niecodzienną formę terapii, a jeszcze szybciej zatraciłem się w historii opowiadanej przez Suzanne Young. Wiarygodni bohaterowie, złożona psychika głównej bohaterki – Quinlan – to elementy niezbędne do tego, by ta fabuła w ogóle mogła się obronić. Na szczęście wątki dotyczące poczucia własnej tożsamości i opis procesu terapii czynią Remedium całkiem wiarygodnym. To bardzo ludzka książka, bo i dotyka ludzkiego problemu. Napisana przystępnym i przyjemnym językiem, pochłania bez reszty. Trudno tu znaleźć jeden wątpliwy element. Jasne, wiem że dla chcącego nic trudnego i pewnie można by wytknąć Remedium kilka słabszych momentów, ale ja ich nie wskażę, ponieważ sam ich nie znalazłem. A może po prostu zbyt dobrze spędzałem z Remedium czas, by się go teraz czepiać? Jakby nie było, moje życzenie zostało spełnione: otrzymałem lekturę będącą powiewem świeżości, z oryginalną fabułą, dobrze nakreślonymi postaciami i wiarygodną. No i bliską sercu. Gdyby wszystkie dodatki do powstałych już serii utrzymywały taki poziom, jaki utrzymuje Remedium, świat byłby istnym rajem dla każdego czytacza. Pora zapoznać się z resztą serii.
autor: zaczytana-iadala.blogspot.com
Quinlan McKee ma zaledwie siedemnaście lat i posiada pewną specyficzną umiejętność, która sprawia, że może być jedną z najlepszych w swoim fachu. Quinn bez problemu potrafi wcielić się w postać innej osoby i żyć jej życiem, co znacznie ułatwia jej pracę, czyli bycie sobowtórem. Od kilku lat Quinn pracuje w Wydziale Żałoby, tuż pod skrzydłami ojca, i wciela się w zmarłe osoby przynosząc ich bliskim ukojenie rozpaczy. Bohaterka ma nad sobą pełno reguł, ale jednymi z nich jest nieangażowanie się emocjonalnie w sprawy klientów oraz przynajmniej kilkunastodniowy odpoczynek po każdym zleceniu. Każda sprawa pozostawia jakiś ślad na sobowtóra, co może prowadzić do zatracenia jego prawdziwej osobowości. Quinlan poznajemy w momencie zakończenia jednego z setek zleceń, jakie wykonała w swoim życiu. W domu dziewczyna dowiaduje się, że za trzy dni wyjeżdża do kolejnej zrozpaczonej rodziny, na znacznie dłuższy czas, niż dotychczas. W dodatku ma pomóc ukoić cierpienie chłopaka zmarłej Cataliny Barnes. Quinn zdaje sobie sprawę, że to nie będzie normalne zlecenie - nigdy, przenigdy jej ojciec nie łamał ustanowionych przez siebie reguł, co może oznaczać tylko coś niezwykle ważnego. Wszystko komplikuje się na miejscu - ojciec Cataliny jest początkowo nieufny, matka nie chce się zwierzać, a Isaac, chłopak zmarłej, nie zgadza się na terapię z wykorzystaniem sobowtóra, spotkana przypadkowo siostra nienawidzi jej, a śmierć Cataliny z nieustalonej przyczyny staje się wielką zagadką. Ponadto partner w pracy Quinn, Aaron, otrzymuje podobne, nagłe zlecenie, które łamie wszelkie reguły ich pracy, a przyczyny śmierci młodego chłopaka również oficjalnie nie ustalono. To zdecydowanie nie jest przypadek... "Byłam plasterkiem na ich rany, ale nie mogłam ich uleczyć." Gdy zaproponowano mi lekturę "Remedium" byłam zachwycona. Opis książki niezwykle mnie zainteresował, poza tym od dawna chciałam zapoznać się z jakąś pozycją, należącą do "Programu". "Remedium" to książka, która całkowicie zawładnęła moim sercem i pozostawiła po sobie uczucie pustki. Tak, końcówka losów Quinlan sprawiła, że nie mogę pozbierać się po całej lekturze... "Remedium" to doskonałe studium psychiki Quinn. Psychiki, która została mocno zaburzona, przez co dziewczyna niejednokrotnie ma problemy z odnajdywaniem siebie, pośród natłoku wspomnień związanych z pracą i z innymi rodzinami, dzięki którym otoczyły ją uczucia, których nie poznała w domu. Bohaterka jest skupiona na swojej pracy. Chce pomagać ludziom i jednocześnie nie zawieść ojca, nie bacząc przy tym na konsekwencje, jakie wywierają na niej kolejne zlecenia. Główna bohaterka zdecydowanie nie jest jednowymiarowa. Posiada wiele charakterystycznych cech charakteru, które urzeczywistniają jej postać. Podobnie jest z innymi, pojawiającymi się w powieści postaciami, każda z nich wyróżnia się jakąś cechą. W trakcie czytania poznajemy również rodziny zmarłych, których sobowtórem staje się Quinn. Są to zarówno sprawy z przeszłości, jak i teraźniejszości, ale każda z nich jest wyjątkowa. Matka, która przypadkiem potrąciła swoją córkę, wyjeżdżając samochodem z garażu. Rodzice rozpaczający po śmierci dziewczynki, która wpadła do starej studzienki i przez kilka godzin patrzyli na jej zwłoki. Żałoba w każdym wypadku jest inna, a Quinlan stara się ją ukoić. "Staraliśmy się na nowo złożyć w jedną całość różne fragmenty nas, udając przy tym, że nie widzimy, jak bardzo jesteśmy pogruchotani w środku." Akcja powieści toczy się powoli, co może lekko irytować bardziej niecierpliwych czytelników. Wszystko sprawia jednak wrażenie bardzo dobrze przemyślanego i w odpowiednim momencie pojawia się coś, co zaskakuje czytelnika i podsyca jego ciekawość, sprawiając, że nie może oderwać się od książki. Wydarzenia są naprawdę dobrze nakreślone i jest to zdecydowanie bardzo mocną zaletą "Remedium". Uwielbiam dystopie, a Suzanne Young wraz ze swoją powieścią zdobyła moje serducho w całości. Historia Quinlan McKee pozostawiła po sobie milion refleksji, nad którymi pewnie będę główkować przez kilka najbliższych dniach. Mogę wam powiedzieć jedno - warto sięgnąć po tę pozycję, nawet jeśli nie przepadacie za dystopiami. Jednak jeśli uwielbiacie dystopijne klimaty to koniecznie musicie zapoznać się z częścią zero Programu!
autor: strefaczytacza.pl
Remedium Suzanne Young wpadło mi w ręce akurat w chwili, kiedy głębia mej czytaczowej persony liczyła na coś świeżego i oryginalnego. Nie, żeby inne książki, które czytam takie nie były, ale tym razem chciałem poczuć coś zupełnie nowego. Nowy smak i aromat. O taak – moje wymagania w stosunku do Remedium były z góry wygórowane! Czy książka, która jest zaledwie dodatkiem do serii, tomem zerowym, ma szansę podbić moje wymagające serduszko i orzeźwić mnie świeżuchnym powiewem nowości? Czy można wcielać się w różne postaci, nie tracąc swojej własnej tożsamości? W świecie przed Programem… Siedemnastoletnia Quinlan McKee ma niezwykły dar i od lat z powodzeniem go wykorzystuje – niesie pocieszenie rodzinom zmarłych nastolatków. Pomaga krewnym przetrwać żałobę, wchodząc na pewien czas w rolę tych, którzy niedawno odeszli. Nosi ubrania i fryzury zmarłych, a obejrzawszy filmy i zdjęcia z ich udziałem, przejmuje ich zachowania. Czasem nawet zdarza jej się mylić swoją własną przeszłość z losami tych, których role odgrywa. Jest tylko jeden warunek: nie wolno jej się angażować emocjonalnie. Choć doskonale wie, że jest to surowo zabronione, to od kiedy stała się Cataliną Barnes, między nią a chłopakiem zmarłej dziewczyny zaczyna rodzić się więź. A to dopiero początek trudności. Bo gdy Quinlan poznaje prawdę o śmierci Cataliny, komplikacji przybywa. Ponieważ ta śmierć mogła nastąpić w wyniku epidemii… Sięgnąłem po tę książkę ze względu na jej autorkę. A właściwie ze względu na to, że gdzieś mi się po mrocznych czeluściach umysłu obijało jej nazwisko. Poza tym, kto jeśli nie Young, miałby pisać powieści Young Adult? Tak, wiem. Marne uzasadnienie. Znowu wybierałem w ciemno kierując się intuicją, której jako facet rzekomo nie posiadam. I wierzcie mi lub nie, ale to był istny strzał w dziesiątkę! Przede wszystkim Remedium nie brzmi jak dodatek. To dopracowana w każdym szczególe powieść poruszająca nietuzinkowy temat – godzenie się ze stratą bliskiej osoby. Niby nic szczególnego, zwłaszcza że wszyscy jesteśmy na to skazani, niemniej pomysł terapii polegającej na tym, że osoba trzecia wciela się w postać zmarłej i odgrywa jej rolę przed bliskimi, by ci mogli się pogodzić z jej odejściem, jest czymś bardzo nowatorskim. I kontrowersyjnym. Początkowo uważałem, że to naciągane. Kto by uwierzył w taką maskaradę? Remedium jest przygotowane na sceptyczne podejście. I wyjaśnia złożony problem w bardzo logiczny i przemawiający do rozumu sposób. Szybko zaakceptowałem tę niecodzienną formę terapii, a jeszcze szybciej zatraciłem się w historii opowiadanej przez Suzanne Young. Wiarygodni bohaterowie, złożona psychika głównej bohaterki – Quinlan – to elementy niezbędne do tego, by ta fabuła w ogóle mogła się obronić. Na szczęście wątki dotyczące poczucia własnej tożsamości i opis procesu terapii czynią Remedium całkiem wiarygodnym. To bardzo ludzka książka, bo i dotyka ludzkiego problemu. Napisana przystępnym i przyjemnym językiem, pochłania bez reszty. Trudno tu znaleźć jeden wątpliwy element. Jasne, wiem że dla chcącego nic trudnego i pewnie można wytknąć Remedium kilka słabszych momentów, ale ja ich nie wskażę, ponieważ sam ich nie znalazłem. A może po prostu zbyt dobrze spędzałem z Remedium czas, by się go teraz czepiać? Jakby nie było, moje życzenie zostało spełnione: otrzymałem lekturę będącą powiewem świeżości, z oryginalną fabułą, dobrze nakreślonymi postaciami i wiarygodną. No i bliską sercu. Gdyby wszystkie dodatki do powstałych już serii utrzymywały taki poziom, jaki utrzymuje Remedium, świat byłby istnym rajem dla każdego czytacza. Pora zapoznać się z resztą serii.
autor: Freya
Suzanne Young jest młodą autorką znaną dzięki bestsellerowej serii książek „Program”. Pochodzi z Utica w stanie Nowy Jork, ale przeprowadziła się do Arizony, aby jak mówi „spełnić swoje marzenie, by nie zamarznąć na śmierć”. Jest pisarką i nauczycielką języka angielskiego, choć nie zawsze w tej kolejności. „Remedium” jest kolejną częścią wyżej wspomnianej serii poprzedzającą wcześniej wydaną „Plagę samobójców” i „Kurację samobójców”. Niestety nie miałam okazji przeczytać poprzednich tomów, ale wydaje mi się, że „Remedium” może spokojnie funkcjonować jako odrębna, samodzielna opowieść. Mimo wszystko, liczę na to, że z pozostałymi książkami zapoznam się już niebawem. Siedemnastoletnia Quinlan McKee trudni się niezwykłą, niecodzienną profesją. Jest sobowtórem, do którego zadań należy prowadzenie terapii żałobników, aby doszli do siebie po straci bliskiej osoby i pogodzili się z jej odejściem. Wciela się więc w rolę zmarłych nastolatek, przejmując cechy ich charakteru, zachowania, a nawet wyglądu, aby spędzić z ich rodzinami jeszcze kilka wspólnych chwil. W jej pracy obowiązuje jednak twarda reguła – nie może się emocjonalnie angażować. Kolejne zlecenie jest inne niż wszystkie. Musi wcielić się w zmarłą niedawno w tajemniczy sposób Catalinę Barnes, która za życia miała wiele sekretów. Terapią zostają objęci rodzice Cataliny oraz jej chłopak, zaś jej siostra Angie odmawia udziału w procesie wychodzenia z żałoby. Jak nietrudno się domyślić, Quinlan udająca Catalinę łamie najważniejszą z zasad w profesji sobowtóra, w dodatku zbliża się do Isaaca i angażuje w niebezpieczną, zakazaną znajomość. Czy dziewczynie uda się rozwiązać zagadkę śmierci Cataliny? Jak potoczą się relacje między Quinn a Isaac’iem? Czego bohaterka dowie się po zakończeniu tego wymagającego zlecenia? Ponieważ „Remedium” to prequel serii „Program”, czytanie nie sprawiło mi żadnych trudności. Nie musiałam martwić się bohaterami, o których nie mam bladego pojęcia i wydarzeniami, których nie zaobserwowałam na łamach poprzednich części. Mogę swoją przygodę z tym cyklem zacząć od samego początku, co ogromnie mnie cieszy. Jestem pod wrażeniem bohaterki. Quinlan to młodziutka osoba, która od wielu lat jest sobowtórem. Przeżywa wewnętrzne rozdarcie, ponieważ sama nie wie już, kim tak naprawdę jest. Na swoim koncie ma dziesiątki, a może i setki zrealizowanych zleceń, a każde z nich oznaczało przybranie nowej tożsamości. Niewiele czasu spędziła ze swoim ojcem we własnym ciele jako Quinlan McKee. Ciągle trafiała do obcych ludzi, którzy od chwili przekroczenia ich progu stawali się jej nową rodziną. Była przekazywana z rąk do rąk jak niechciana sierota z Domu Dziecka. A jeśli już zeszłam na temat Domu Dziecka, chcę nadmienić, że Quinn jest półsierotą. Nie pamięta swojej biologicznej matki, która zmarła, gdy dziewczyna była jeszcze dzieckiem. Zamiast tego jej wspomnienia nawiedzają obrazy kobiety, która była uczestniczką jednej z terapii. Były chłopak Deacon nieustannie przypomina bohaterce o jej własnym „Ja”, by nie zatraciła się w żadnej odgrywanej postaci. Mimo rozstania nadal łączą ich przyjazne stosunki, choć jest to trudna, wymagająca poświęceń przyjaźń, często pełna bólu i cierpienia. Pozostali bohaterowie to wybuchowa mieszanka charakterów. Aaron – dobry przyjaciel Quinn, czy Angie – kłótliwa siostra Cataliny, która nienawidzi jej sobowtóra i nie zamierza ukrywać się ze swoimi negatywnymi emocjami. Fabuła książki może budzić liczne kontrowersje. Jak obca osoba może zająć miejsce kogoś, kogo znało się od lat i spędzało z nim niemalże każdy dzień życia? Jak można zaakceptować taką osobę i to dobrowolnie? Jak można samego siebie oszukiwać? Patrzeć na X i wmawiać sobie, że to ukochany Y. Halo, gdzie tu jakakolwiek logika? A jednak znalazłam sens i myślę, że każdy z Was po przeczytaniu „Remedium” zrozumie, ile znaczy móc ponownie spotkać się z kimś, kto odszedł już na zawsze. Autorka posługuje się prostym językiem, ma lekkie pióro, więc książkę czyta się płynnie, z dużą przyjemnością. Potrafi zaskoczyć czytelnika i to niejednokrotnie, więc warto przeczytać powieść do samego końca. Momentami trochę mi się dłużyła, ale nie dałam nudzie za wygraną. Historia zapewnia nam istną huśtawkę emocji, a w dodatku porusza wiele poważnych tematów. Możecie też liczyć na wątek miłosny, który sprytnie został wpleciony w fabułę. „Remedium” to książka dobra nie tylko dla miłośników serii „Program”. Mogą po nią sięgnąć również fani dystopii, czy fantastyki, ale jestem przekonana, że każdy czytelnik znajdzie w niej coś w sam raz dla siebie.
autor: Angie Wu (ZRECENZUJEMY)
Suzanne Young podbiła serca polskich czytelników dzięki książkom z serii Program. Parę miesięcy temu każdy bloger recenzował u siebie powieść Plaga samobójców oraz jej kontynuację, czyli Kurację samobójców, ale mnie jakoś to ominęło. Ostatnio w moje ręce wpadł jednak tom poprzedzający cykl - Remedium. I muszę przyznać, że autorka przykuła nim także i moją uwagę. Jeśli jesteście ciekawi mojej opinii, znajdziecie ją poniżej. W życiu każdego z nas przychodzi taki moment, gdy tracimy kogoś bliskiego. Ciężko nam się z tym pogodzić, nie potrafimy wyobrazić sobie naszego życia bez tej osoby, przechodzimy przez różne etapy żałoby, ale prędzej czy później wracamy do jako takiej normalności. W świecie Quinlan McKee jest inaczej. Żałoba to w jej społeczności choroba, a ona pomaga żałobnikom w dojściu do siebie. W tym celu upodabnia się do zmarłych, nosi ich ubrania, naśladuje ich głos, uczestniczy w życiu rodziny. Jest sobowtórem, a w jej zawodzie istnieje jedna, najważniejsza reguła: nigdy nie angażuj się emocjonalnie. Jak się już zapewne domyślacie, pewnego dnia, podczas szczególnie trudnego zlecenia, dziewczyna łamie tę zasadę. A przy okazji zaczyna odkrywać prawdę na temat swojej pracy... Powieść Remedium funkcjonuje jako prequel serii, dlatego też warto ją przeczytać, zanim sięgnie się po pozostałe książki Suzanne Young. Dzięki temu lektura tego tomu jest prawdziwą przyjemnością! Jeśli chodzi o mnie, to nie odkryłam żadnych powiązań z Plagą samobójców oraz jej kontynuacją, nie domyśliłam się też, co się kryje za niektórymi wątkami czy symbolami, i wreszcie nie czułam, że czytam o czymś, co jest mi dobrze znane. Wszystko było dla mnie nowe i fascynujące, każda tajemnica wywoływała prawdziwą ekscytację, zaś rozwiązania zagadek wprawiały mnie w totalne osłupienie, a także sprawiały, że miałam ochotę na więcej i więcej... Sam pomysł na fabułę początkowo wydawał mi się niedorzeczny. Pukałam się w głowę, zastanawiając się, jak ci ludzie mogli patrzeć na Quinlan i widzieć w niej swojego zmarłego bliskiego. Udawać, że mają przed sobą nie obcą osobę, lecz ukochanego syna czy córkę. Nie rozumiałam tego, dopóki nie dotarło do mnie, że sama dałabym się przecież pokroić za choćby godzinę spędzoną z moją nieżyjącą już od trzech lat Babcią. Doszłam do wniosku, że Suzanne Young musi mieć niezłe jaja, by pisać książkę na tak kontrowersyjny i wzbudzający emocje temat. Jednocześnie byłam i wciąż jestem pod wielkim wrażeniem tego, jak dobrze jej to wychodzi. O Quinlan mogłabym właściwie wypowiadać się w samych superlatywach. To dzielna, dociekliwa i empatyczna dziewczyna, która wykonuje bodaj najdziwniejszy zawód świata i zarazem pragnie normalnego życia. Z miejsca ją polubiłam, a potem kibicowałam jej w tym, by odkryła prawdę, którą cały czas ukrywał przed nią ojciec. Jej losy śledziłam z nieskrywaną przyjemnością, ciesząc się, że autorka wykreowała tak ciekawą bohaterkę. Remedium to świetna historia, stanowiąca naprawdę niezły wstęp do czegoś więcej. Fabuła jest nietypowa, ale przez to dużo bardziej intryguje, z kolei bohaterowie zaskakują dobrze wykreowanym charakterem. Styl autorki jest dobry, zaś fabuła dopracowana, więc książkę czyta się szybko, przyjemnie i bez zgrzytów. Polecam!
autor: public-reading.blogspot.com
Ludzie w różny sposób radzą sobie ze śmiercią ukochanej osoby. Jedni izolują się od społeczeństwa, tłumiąc smutek w sobie, inni wierzą, że czas uleczy ich rany, a jeszcze inni przytłoczeni żałobą targają się nawet na własne życie lub bezustannie doszukują się przyczyny straty w sobie samych. Doktor Pritchard stworzył specjalny program mający na celu domknięcie wyjątkowo ciężkich przypadów żałoby w krótkim czasie. Terapia zakłada wkroczenie w rzeczywistość zrozpaczonej jednostki sobowtóra, który w perfekcyjny sposób zarówno wyglądem jak i zachowaniem odzwierciedla zmarłego. Siedemnastoletnia Quinlan McKe od wczesnego dzieciństwa wciela się w role zmarłych osób. Robi to, choć wie, że długotrwałe naśladowanie innych może mieć tragiczne skutki dla jej psychiki. Kolejne zlecenie, które decyduje się przyjąć, diametralnie różni się poprzednich. Nastolatka ma stać się na dwa tygodnie Cataliną Barnes. Jednak żaden z jej dotychczasowy angaży nie trwał nigdy tak długo i nie dotyczył tak dużej ilości członków rodziny. Quinlan musi więc dołożyć wszelkich starań, aby w czasie pracy być zarówno wiarygodnym sobowtórem jak i pamiętać o tym, kim jest naprawdę. Nie będzie to jednak łatwe biorąc pod uwagę fakt, że dziewczyna, którą przyszło jej naśladować, prowadziła wręcz wymarzone życie. Moją pierwszą reakcją, gdy tylko dowiedziałam się na czym polega terapia opracowana przez doktora Pritcharda było wielkie niedowierzanie. Nie mogłam sobie wyobrazić, jakim cudem ludzie mogą wyrazić zgodę na to, aby zupełnie obca osoba przejęła na jakiś czas tożsamość ich ukochanego bliskiego, zwracała się do nich per “mamo” bądź “tato” oraz mieszkała z nimi pod jednym dachem jak gdyby nigdy nic. Dopiero gdy na konkretnych przykładach ze zleceń Quinlan zobaczyłam jak to działa w praktyce, doszłam do wniosku, że taki program rzeczywiście może być efektywny i pomocny. Akcja w książce rozkręca się dość powolni. Pierwsze rozdziały zawierają głównie przemyślenia bohaterki oraz wspomnienia z jej poprzednich zleceń. Jakby tego było mało fabuła jest całkiem przewidywalna. Na szczęście wydarzenia szybko nabierają tempa, a akcja całkowicie pochłania odbiorcę. Nadmienię też, że choć książka należy do literatury młodzieżowej, to porusza temat, który zainteresuje nie tylko młodego czytelnika. Suzanne Young wprowadziła pewien chaos, tworząc cykl “Program”. Wpierw opublikowała “Plagę” oraz “ Kurację samobójców”, potem dodała jednak dwa nowe tomy “Remedium” i “Epidemię” (w Polsce wydana zostanie w sierpniu tego roku), które powinny zostać przeczytane przed tymi pierwszymi. Zatem osoby pragnące zapoznać się z serią powinny w pierwszej kolejności sięgnąć po części 0 oraz 0.5. Co tu dużo mówić, “Remedium” to znakomity i emocjonujący prequel, który idealnie wprowadza do serii, a zarazem podsyca tylko naszą ciekawość do dalszych losów bohaterów.
autor: zznosemwksiazkach.blogspot.com
Każdy z nas wie czym jest aktorstwo. Spotykamy się z tym oglądając przedstawienia teatralne, filmy, seriale czy nawet reklamy. Aktorzy wcielają się w różne role. Udają kogoś, kim tak naprawdę nie są. Dzięki odpowiedniej charakteryzacji są nie do poznania. Na jakiś czas stają się zupełnie inną osobą. Uczą się mówić i zachowywać jak ona. Dzięki włożonemu wysiłkowi są w tym naprawdę dobrzy i idealnie przedstawiają daną postać. To trudna praca. Nie każdy się do tego nadaje. Nastoletnia Quinlan McKee robi coś podobnego do aktorstwa, choć nie do końca. Odgrywa ona role zmarłych rówieśniczek. Pomaga tym rodzinom uporać się z odejściem bliskiej osoby. Wkracza w codzienne życie rodziny i wpływa na przebieg żałoby. Zachowuje się i ubiera tak jak ona. Przez kilka dni odgrywa jej role. Zrozpaczeni ludzie mogą powiedzieć jej wszystko, czego nie zdążyli zmarłemu i choć odrobinę pozbyć się wyrzutów sumienia. Jest to jednak o wiele cięższa praca od aktorstwa. Dziewczyna zajmuje się tym od dziecka i jest w tym naprawdę dobra. Czasem jednak mieszają jej się wspomnienia i sama nie wie kim jest. Nie rozróżnia co wydarzyło się w jej prawdziwym życiu, a co w odgrywanej roli. Dlatego nie wolno jej się angażować emocjonalnie. Nagłe zlecenia sporo jednak namiesza w życiu Quinlan. Jest ono dłuższe i o wiele bardziej pogmatwane niż dotychczas. Śmierć Cataliny, w którą wciela się bohaterka jest bardzo tajemnicza. Dziewczyna nie ma pojęcia co się jej stało. Dodatkowo, okazuje się, że musi pomóc również chłopakowi zmarłej w uporaniu się z ogromnym cierpieniem. Zaczyna myśleć o nim jako o kimś o wiele ważniejszym niż tylko kliencie. Może to prowadzić do poważnych konsekwencji... O serii Suzanne Young usłyszałam już dawno temu. Od razu mnie ona zaintrygowała i strasznie chciałam ją przeczytać. Niestety, wcześniej nie miałam takiej okazji. Możecie wyobrazić sobie jak ucieszyłam się, kiedy pojawiła się możliwość otrzymania "Remedium". Stwierdziłam, że ta część to świetna okazja aby rozpocząć swoją przygodę z Programem. Tylko czy po przeczytaniu tej powieści dalej mam ochotę sięgnąć po kolejne? Suzanne Young stworzyła niezwykle oryginalną historię. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z udawaniem przez kogoś zmarłej osoby. Nie jest łatwo wpaść na tak ciekawy i niepowtarzalny pomysł. Większość książek młodzieżowych jest do siebie bardzo podobna. Tutaj, czytając, nie miałam żadnych skojarzeń z innymi, znanymi mi tytułami. Autorce należą się za to wielkie brawa. Kolejnym, dużym plusem powieści jest jej zakończenie. Książka jest na początku raczej przewidywalna i chwilami nawet nudna. Końcówka za to wszystko nadrobiła. Po prostu wgniata ona w fotel. Byłam totalnie zszokowana tym, co się wydarzyło. Nie spodziewałam się tego. Podczas lektury wielokrotnie zastanawiałam się nad tym, jak zakończy się historia Quinlan. Miałam w głowie przeróżne wyobrażenia na ten temat. Nie pomyślałam nawet, że czeka na mnie coś tak niespodziewanego i jednocześnie bardzo emocjonującego. Autorka dokładnie to przemyślała. Wszystko nagle złączyło się w logiczną całość i zaczęło do siebie pasować. Pani Young postanowiła potrzymać czytelników w niepewności i zakończyła książkę w najbardziej intrygującym momencie. Bardzo wiele rzeczy nie zostało wyjaśnionych. Sprawiło to, że nie mogę doczekać się aż sięgnę po kolejny tom. Muszę odkryć te wszystkie tajemnice skrywane przez bohaterów. Podoba mi się styl autorki. Zastosowana jest tu narracja pierwszoosobowa. Książka napisana jest prostym, nieskomplikowanym językiem. Czyta się ją bardzo lekko i przyjemnie. Bohaterowie, których poznajemy na kartach powieści są ciekawie wykreowani. Jak się okazuje, prawie każdy z nich skrywa jakieś tajemnice i nie jest taki, jak nam się wydawało. Intrygują swoim zachowaniem i przeszłością. Z zaciekawieniem śledziłam ich losy. Autorka poświęciła postaciom sporo uwagi. Prawie każda z nich odgrywa jakąś rolę i ma wpływ na dalszy rozwój akcji. "Remedium" to dobra książka. Świetnie się z nią bawiłam i nie mogę doczekać się aż sięgnę po kolejną część. Bardzo polecam.
autor: kasi-recenzje-ksiazek.blogspot.com
Wiele dobrego słyszałam o twórczości Young, jej książki są rozchwytywane i mają świetne oceny, dlatego i ja skusiłam się na jedną z nich. "Remedium" jak i poprzednie tomy zostało naprawdę ładnie wydane. Może projekty okładek nie kipią pomysłowością czy nawet kreatywnością, są jednak miłe dla oka, proste i eleganckie. Nic nas nie atakuje od frontu, a z doświadczenia wiem, ze niektórzy projektanci za wszelką cenę chcą się wyróżnić, a potem wychodzi z tego baja bongo. Tu natomiast mamy do czynienia z nowoczesną prostotą. W środku czeka na nas tekst pisany popularną, acz dużą i czytelną czcionką. Quinlan McKee ma 17 lat i pracuje w wydziale żałoby jako sobowtór. Spytacie: no dobra, czyli co robi? Quin przejmuje styl, ubiór i zachowanie zmarłych nastolatków, aby pomóc domknąć żałobę ich rodzinom. Jak to ma działać? Mianowicie: bohaterka niejako staje się naczyniem, do którego "wlewa się" osobowość denata i dzięki temu członkowie rodziny mają szansę powiedzieć zmarłemu to, co ich dręczy. Jest to dość nowa metoda terapeutyczna, wynaleziona przez doktora Pritchera, która w niezainteresowanym środowisku budzi ogromne kontrowersje, a wręcz niechęć i obrzydzenie. Dlatego Quin nie ma w życiu lekko, w dodatku ciągłe otrzymywanie nowych osobowości powoduje, iż coraz bardziej zatraca swoją. Sytuacja staje się jeszcze bardziej skomplikowana, gdy dziewczyna wbrew panującym zasadom, zostaje przydzielona do drugiego pod rząd zlecenia. Tym gorzej, że Catalina Barnes, w którą ma się przeistoczyć miała wiele tajemnic. W dodatku po raz pierwszy zleceniem objęty jest także chłopak zmarłej, a co dziwniejsze jakiś związek ze sprawą ma doktor Pritchard. Mimo to sytuacja zaczyna walić się dopiero, gdy do ukochanego Cataliny, Quin naprawdę zaczyna coś czuć....Przy tym coraz mniej czuje się sobą... Znów bohaterką jest nastolatka. Uwielbiam to...(moja mina wyraża w tym momencie ogromną ironię). O dziwo jednak w tej powieści jakoś bardzo tego nie odczułam i nawet polubiłam Quin.. Być może to ciężka harówa w wydziale żałoby spowodowała u niej tak szybki rozwój psychiczny, ale niestety także liczne szkody. Czasem naprawdę jej współczułam. Często byłam zdezorientowana i nie wiedziałam co myśleć, ponieważ omawiana metoda domknięcia żałoby to naprawdę sprawa mocno kontrowersyjna. Brawa dla Young za taką pomysłowość, bo rzeczywiście tak wielka kreatywność to nie lada wyczyn. Napisano już tak wiele książek o tak nieograniczonej tematyce, że zdaję sobie sprawę z tego, jak ciężko jest wymyślić coś nowego. Tym bardziej szanuję. Opisy wszystkich zadań sobowtórów są naprawdę szczegółowe i intrygujące. Autorka stworzyła zupełnie inną rzeczywistość i z ogromną precyzją oddała jej realia. Zasady sobowtóra, jego zachowanie, jednak najbardziej uderzyło mnie podejście samej Quin do jej podszywanej rodziny. W momencie, gdy wchodzi w daną rolę o w zasadzie obcych dla niej ludziach myśli jak o prawdziwych rodzicach, rodzeństwu, nazywa ich mamą, tatą, siostrą, bratem itd. Nawet kiedy jest sama, czy rozmawia z kimś z wydziału. Jak już wspomniałam Quin nawet polubiłam, jednak największą sympatią obdarzyłam Deacona, postać wcale nie wysuwającą się na pierwszy plan, jednak jak się później okaże, odgrywającą ogromną rolę w całej historii. Pewny siebie, nawet lekko arogancki ze świetnym poczuciem humoru bezsprzecznie był gwiazdą tej książki. Jego relacja z główną bohaterką także często przyprawia o szybsze bicie serca. Nie jest to jednak typowo nastoletnie uczucie i być może to jest ich głównym problemem. Tom, ojciec Quinlan od razu mi podpadał i od początku dręczyło mnie przekonanie, że jest kawałem...bydlaka. Myliłam się? Nie powiem :D. Aaron, partner zawodowy naszej Quin miły i przywiązany do niej, mimo tylko 19 lat jest naprawdę odpowiedzialnym typem i kilka razy zaimponował mi. Marie ni grzała mnie ni ziębiła. O dziwo, oprócz przybranych rodzin głównej bohaterki to większość postaci występujących w książce. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że było ich naprawdę niewiele, ale i dobrze, bo powstałe później tajemnice i intrygi mogłyby trochę za bardzo namącić czytelnikowi w głowie, gdyby na każdej stronie spotykał setki różnych nazwisk. Muszę przyznać, że pomimo dręczącego mnie kaca książkowego, to świetnie mi się czytało tę pozycję. Jednego dnia zaczęłam, drugiego skończyłam i to była naprawdę fascynująca przygoda. Jeżeli szukacie historii zupełnie innej, to sięgnijcie po tę pozycję, bo zdecydowania jest niesamowicie oryginalna. Akcja toczy się szybko, czyli tak, jak lubię a żadne wątki nie są przeciągane w nieskończoność. Jedyny zarzut jaki mogę mieć to, że im więcej stron miałam za sobą, tym więcej niewyjaśnionych intryg powstawało. Czytam sobie 400 stron i nagle okazuje się, że w zasadzie żadna zagadka nie jest rozwiązana. Oznacza to jedno: na pewno ukaże się kolejna część :) Na pewno przeczytam, bo strasznie mnie zdenerwował fakt, że nic nie wiem co tam się wydarzyło. Generalnie świetna, niemożliwie oryginalna historia, doskonale prowadzona fabuła i wyraziści bohaterowie. Czego potrzeba więcej? Myślę, że po części książka ta spodobała mi się tak bardzo, ponieważ porusza problem identyfikacji osobowości, a temat ten jest mi bardzo bliski, ponieważ jak część z was na pewno wie- uwielbiam thrillery psychologiczne, a wśród nich upodobałam sobie motyw osobowości wielorakiej. Dlatego też książki poruszające temat tożsamości również są bliskie mojemu sercu. "Remedium" nie jest jednak szczegółowym studium psychologicznym, mimo to jest naprawdę dobre :) W przyszłości na pewno sięgnę po inne dzieła Pani Young.

Napisz recenzję i oceń produkt:

Oceń produkt:
Autor:*
Email:*
Recenzja: **
W przypadku naruszenia Regulaminu Twój wpis zostanie usunięty.
* pole wymagane, ** minimum 50 znaków
Uwaga!!!
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?
TAK
NIE
x
Oczekiwanie na odpowiedź
Dodano produkt do koszyka
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?
Kontynuuj zakupy
Przejdź do koszyka